Najlepsze kolekcje Haute Couture jesień/zima 2026

Balenciaga Haute Couture jesień/zima 2026; fot. via mojeh.com

Najnowszy sezon Haute Couture stał się przestrzenią manifestu rzemiosła w erze cyfrowej rewolucji. W odpowiedzi na dynamiczny rozwój nowoczesnych technologii projektanci połączyli innowacyjne materiały i techniki z klasycznymi sztukami pięknymi – rzeźbą, architekturą i malarstwem. Na wybiegach tradycyjne, luksusowe tkaniny konkurowały z silikonem, lateksem, a nawet plazmą.

Wyczekiwany debiut Pierpaolo Piccioli dla Balenciagi oraz drugie kolekcje Matthieu Blazy dla Chanel i Jonathana Andersona dla Diora zebrały bardzo entuzjastyczne recenzje. Iris Van Herpen zaskoczyła połączeniem mody z nauką fizyki, a Rahul Mishra (pierwszy w historii projektant pochodzący z Indii zaproszony do zaprezentowania się na paryskim Haute Couture Fashion Week) tym razem zamienił modelki w chodzące rzeźby. Ten sezon udowodnił, że Haute Couture nie tylko podtrzymuje tradycyjne krawiectwo miarowe, ale równolegle wyznacza trendy na styku mody i technologii.

1. Iris Van Herpen

Plazma – czwarty stan skupienia. Zjonizowany gaz, który reaguje na pole elektromagnetyczne i świeci hipnotyzującymi barwami. To nie brzmi jak wstęp do artykułu o Haute Couture, a jednak za sprawą Iris van Herpen fizyka stworzyła spektakularny mariaż z modą.

Niderlandzka projektantka od lat kreuje unikalne, kosmiczne i oceaniczne światy bez użycia maszyny do szycia. W dziedzinie druku 3D była pionierką już w 2010 roku. Jej najnowsza suknia „Helix Nebula” z kolekcji Sonic Starquakes to pierwsze w historii mody wykorzystanie plazmy. Zjonizowany gaz zamknięto w dwóch formach z dmuchanego szkła. Kiedy modelka dotyka instalacji, jej ciało staje się przewodnikiem prądu, zamieniając kreację w pulsujące czerwienią, żywe widowisko. Surrealistyczny efekt potęguje materiał pokryty tysiącami ręcznie wydmuchiwanych szklanych sfer.

To jednak nie jedyna atrakcja tej kolekcji. Kilka sylwetek wcześniej suknia „Fractal Universe”, przed pokazem została naelektryzowana w akceleratorze cząstek, by na wybiegu uwalniać miliardy elektronów i rozbłyskiwać żywymi, mikroskopijnymi piorunami. Cała kolekcja Sonic Starquakes, inspirowana drganiami gwiazd, galaktykami i eksplozjami supernowych, redefiniuje współczesne Haute Couture.

2. Schiaparelli

Daniel Roseberry, dyrektor kreatywny marki, od lat z sukcesami łączy dziedzictwo założycielki, Elsy Schiaparelli, ze współczesną interpretacją surrealizmu. Najnowsza kolekcja The Abyss stanowi bezpośrednią i fascynującą odpowiedź na rozwój sztucznej inteligencji w designie. To mroczny i hipnotyzujący spektakl oceanicznego surrealizmu, który z pewnością zaaprobowałaby sama Elsa.

Zamiast tradycyjnych jedwabiów projektant zaprezentował hiperrealistyczne gorsety odlane z silikonu oraz formy przypominające istoty z najgłębszych oceanicznych otchłani. Projekty z jednej strony wywołują niepokój – wyrastające z pleców czarne macki, zniekształcające sylwetkę lateksowe zbroje i organiczne, przypominające skórę elementy, doczepione do uszu, brzucha czy pleców, budują wręcz dystopijną aurę. Z drugiej strony na wybiegu nie zabrakło sukien wykonanych w duchu tradycyjnego Haute Couture. Ręcznie naszywane pióra, kryształki oraz prawdziwe, żywe hortensje – precyzyjnie zakonserwowane, by nie straciły świeżości – to dowód na setki godzin żmudnej, ręcznej pracy paryskich rzemieślników.

3. Dior

Jonathan Anderson udowadnia, że dopiero zaczyna rozpościerać żagle. Najnowsza kolekcja Haute Couture, druga w jego dorobku dla domu mody Dior, to pełen popis kreatywności i awangardy. Inspirowana sztuką rzeźbiarki Lyndy Benglis oraz uwielbianymi przez Christiana Diora kwiatami kolekcja to prawdziwa eksplozja trójwymiarowych form i faktur.

Anderson połączył surową architekturę ubrań z tradycyjnymi technikami krawieckimi, przekształcając tkaniny w niemal rzeźbiarskie formy. Ręcznie układane plisy, masywne węzły, kokardy i drapowania kontrastowały z delikatnymi aplikacjami w kształcie kwiatów i połyskującymi materiałami. Kultowy bar jacket zyskał kilka nowych wariantów – od miękkiego żakietu z szalowym kołnierzem, przez wykończony frędzlami tweed, aż po misternie plisowany i zakładany kopertowo jak kimono. Całość dopełniały akcesoria czerpiące z motywów botanicznych – czółenka z motywem tropikalnej roślinności, wyraziste asymetryczne kolczyki oraz porcelanowe kopertówki.

4. Chanel

Matthieu Blazy w Bottega Veneta udowodnił, że jest mistrzem iluzji, tworząc skórzane ubrania, które wyglądały jak jeans; teraz dla Chanel projektuje plecione z koralików siateczki z daleka do złudzenia przypominające tweed. Jego druga kolekcja Haute Couture zaskoczyła imponującą scenografią czerpiącą ze świata baśni – wybieg udekorowano między innymi surrealistycznymi kwiatami i gigantycznymi łodygami fasoli.

Te same motywy projektant przeniósł na akcesoria: fantazyjne obcasy czółenek i miniaturowe torebki przybrały kształty strąków i ziaren fasoli, ważek, a nawet kur znoszących złote jajka. Dzięki niepohamowanej fantazji klasyczne tweedowe garsonki zyskały lekkość i baśniowy charakter, a ciężkie formy zastąpiono zwiewnymi jedwabnymi muślinami i misternie tkaną gipiurą. Mimo to Blazy zdołał zachować tradycyjne DNA Chanel – nawiązując do lat 20., obniżył talię i uprościł nieco konstrukcje sukienek. Wprowadzając na wybieg te ezoteryczne symbole, projektant subtelnie przypomniał o samej Gabrielle Chanel, która obsesyjnie wierzyła w astrologię i magię talizmanów.

5. Balenciaga

Pierpaolo Piccioli rozwija skrzydła i otwiera nowy rozdział w historii domu mody Balenciaga. W debiutanckiej kolekcji Haute Couture zaprezentował pełen wachlarz swoich możliwości. Połączenia kolorystyczne jak z fowistycznych obrazów, ekstremalne objętości, pierzaste kapelusze okalające głowę niczym aureole – te wszystkie elementy mogą wydawać się nieco powtarzalne, ponieważ znamy je doskonale z Valentino; warto jednak przyjrzeć się tym projektom bliżej, by dostrzec mnogość odniesień do archiwów Balenciagi.

W tej kolekcji tył każdego projektu jest równie istotny jak jego przód. Zamaszyste peleryny, kaptury, nadmuchane formy i przeskalowane proporcje można właściwie docenić jedynie oglądając je w trójwymiarze. Intrygująco poprowadzone linie, niepodążające za ciałem, lecz okalające je tak, by wyeksponować plecy lub łabędzią szyję – to charakterystyczny element stylu Cristóbala Balenciagi, który w krawiectwie poszukiwał wciąż czegoś nowego. Piccioli zręcznie łączy te dwa światy: mistrzowską precyzję krawiecką hiszpańskiego mistrza i swoją malarską wrażliwość, w której kolor nie jest jedynie elementem dekoracyjnym, lecz głównym budulcem emocji i formy.

6. Armani Privé

Druga kolekcja Couture Silviany Armani to kontynuacja dyskretnej ewolucji włoskiego domu mody. Nowa dyrektor kreatywna pozostaje wierna dziedzictwu marki, lecz jednocześnie eksploruje granice estetyki wykreowanej przez Giorgio Armaniego. Ten sezon to hołd dla mistrzowskich konstrukcji garniturów, mięsistych aksamitów i satyn, a także posągowych kreacji wieczorowych, które z pewnością znajdą się wkrótce na czerwonych dywanach.

Silviana, podobnie jak jej wuj, sięga po tajemnicze, niemal mroczne odcienie: atramentowy granat, rubinową czerwień, głęboki fiolet. Luksusowe tkaniny połyskują z każdym ruchem, migocząc niczym szlachetne kamienie. Projektantka zaznacza swój wpływ w dyskretny sposób, przesuwając akcenty w stronę subtelnej zmysłowości, intymności i lekkości. Tu i ówdzie spod perfekcyjnie skrojonych żakietów wychyla się fragment koronkowego stanika czy transparentny top. Największym zaskoczeniem okazały się jednak motywy zwierzęce – a raczej ich iluzja, powstała przy pomocy misternie naszywanych kryształków. Ta kolekcja udowodniła, że Silviana Armani potrafi rozwijać dziedzictwo mistrza bez potrzeby totalnej rewolucji.

7. Rahul Mishra

Kolekcja zatytułowana „Devi: The Eternal Muse”, to głęboko duchowa podróż w czasie i najbardziej osobisty hołd złożony indyjskiemu dziedzictwu w karierze projektanta. Tym razem Mishra porzucił swoje ikoniczne motywy flory i fauny na rzecz surowej monumentalności starożytnej architektury i sakralnych rzeźb. Inspirując się mistycznymi jaskiniami w Adżancie oraz XII-wiecznymi świątyniami południowych Indii, projektant zamienił ludzkie ciało w żywy, ruchomy posąg. Sylwetki, przypominające fakturą czarny granit, miedź i spatynowany brąz, zyskały niezwykłą trójwymiarowość dzięki rzeźbiarskim konstrukcjom, które układały się w łuki indyjskich świątyń oraz misterne, warstwowe reliefy.

Prawdziwym geniuszem tej kolekcji jest jednak tkwiący w niej paradoks – to, co na wybiegu sprawiało wrażenie ciężkiego, ciosanego w kamieniu bloku, w rzeczywistości było zwiewną i miękką tkaniną. Projektant dokonał tej iluzji za pomocą precyzyjnego rzemiosła, budując strukturę materiału nitka po nitce technikami tradycyjnego haftu zardozi i dabka. Zamiast dekorować ubiór, Mishra utkał z milionów metalicznych nici, pereł i kryształów całe geometryczne krajobrazy, a efekt mistycznej aury dopełniły ceremonialne, niemal architektoniczne nakrycia głowy otoczone wyrzeźbionymi z materiału twarzami bóstw.

Dodaj komentarz