MET Gala 2026 – kreacje gwiazd

Madonna w sukni Saint Laurent; fot. Getty Images

Tegoroczna Gala Met pod hasłem „Fashion is Art” stała się dla gości polem do niezwykłych interpretacji. Choć na schodach muzeum królowały zjawiskowe kreacje inspirowane słynnymi obrazami i rzeźbami, wydarzenie nie obyło się bez kontrowersji. Wywołała je obecność Jeffa Bezosa i jego żony Lauren Sánchez – głównych sponsorów imprezy. Krytycy zarzucili organizatorom zbyt silną komercjalizację wydarzenia i „kupowanie” prestiżu, co wywołało gorącą dyskusję o przyszłości gali i jej artystycznym charakterze.

Mimo tych głosów, na czerwonym dywanie nie zabrakło magii. Niekwestionowaną gwiazdą wieczoru została Emma Chamberlain w projekcie domu mody Mugler. Miguel Castro Freitas złożył hołd sylwetce z kolekcji Haute Couture z 1997 roku, nadając jej dosłownie malarski sznyt. Suknia przypominała żywe płótno, z którego spływają kaskady farb, a efekt ten potęgowały frędzle przy rękawach oraz dopasowany, syreni krój.

Do malarstwa odniosły się także Hunter Schafer i Gracie Adams. Artystki stały się żywym hołdem dla twórczości Gustava Klimta – pierwsza wcieliła się w postać Mady Primavesi, druga zaś, w złocie od Chanel, wyglądała niczym Adele Bloch-Bauer. Rachel Zegler z kolei pojawiła się w dramatycznej sukni nawiązującej do obrazu Paula Delaroche’a „Egzekucja Lady Jane Grey”.

Janelle Monáe przeobraziła się w żywą instalację sztuki współczesnej. Jej suknia autorstwa Christiana Siriano wykonana z mchu i kabli elektrycznych, stała się sugestywną metaforą związku natury z technologią. Nicole Kidman w Chanel subtelnie przypomniała estetykę „Moulin Rouge”, z kolei Chase Infiniti postawiła na pop-artową energię i iluzję optyczną w projekcie Thoma Browne’a.

Równie spektakularnie zaprezentowała się współprowadząca wydarzenie Beyoncé. Gwiazda zachwyciła w błyszczącej sukni-szkielecie od Oliviera Rousteinga, którą dopełniło majestatyczne nakrycie głowy i kilkumetrowa, pierzasta peleryna nadająca całości dramatycznego wyrazu. Na dosłowną interpretację sztuki postawiła z kolei Madonna, odtwarzając obraz Leonory Carrington „Kuszenie św. Antoniego”. Piosenkarka pojawiła się w czarnej kreacji Saint Laurent i nakryciu głowy w kształcie statku, a jej transparentną pelerynę niosła siedmioosobowa świta.

Uwagę przyciągały także mniej dosłowne, lecz równie kunsztowne wybory. Blake Lively postawiła na archiwalną suknię Versace z 2006 roku, która swoją konstrukcją nawiązywała do XIX-wiecznego krawiectwa. Na bardziej dosłowną interpretację historii mody zdecydowała się Olivia Wilde – suknia Thom Browne, z przodu posągowa i elegancka, z tyłu ukazywała drewniany panier – stelaż używany jako rusztowanie sukni – dawniej skrywany pod warstwami tkanin.

Granicę między modą a surrealizmem odważnie przekroczyła Cardi B. Jej kreacja o celowo przerysowanych proporcjach nawiązywała do słynnego cyklu Hansa Bellmera „Die Puppe” – serii wstrząsających fotografii i rzeźb przedstawiających lalki o zdeformowanych, rozczłonkowanych ciałach i zwielokrotnionych kończynach. W interpretacji artystki ta makabryczna wizja anatomii została ułagodzona romantycznymi koronkami i transparentnościami.

Choć Kim Kardashian często zarzuca się przedkładanie kontrowersji nad temat przewodni, jej tegoroczny wybór był jednym z najgłębiej osadzonych w idei wystawy. Interpretacja „Body Armour” Allena Jonesa z lat 70. – przerysowany odlew torsu połączony z ręcznie malowaną spódnicą – nie służyła jedynie podkreśleniu sylwetki. Ciało Kim zostało tu potraktowane jako surowiec, oprawione w sztywną formę i zaprezentowane jako obiekt artystyczny, co idealnie korespondowało z motywem relacji ubioru i ludzkiego ciała.

Niezrównana królowa Halloweenowych kostiumów – Heidi Klum – temat gali potraktowała bardzo dosłownie i na wydarzenie przybyła przebrana za marmurowy posąg. W roli żywej rzeźby o wiele lepiej zaprezentowała się Kendall Jenner.

Nie można pominąć obecności Lauren Sánchez, żony głównego sponsora gali. Jej suknia od Schiaparelli była niemal wierną kopią stroju słynnej „Madame X” z obrazu Johna Singera Sargenta. Choć wybór ten był estetycznie poprawny, na ten sam pomysł – z o wiele lepszym skutkiem – wpadła Claire Foy w projekcie Erdem. W kontekście historii obrazu, który niegdyś wywołał skandal obyczajowy, te dwie stylizacje stały się ironicznym dowodem na to, że prawdziwy styl wymaga czegoś więcej niż tylko dostępu do najdroższych kreacji Haute Couture.

Falę komentarzy wywołała również stylizacja Bhavithy Mandavy, pierwszej indyjskiej ambasadorki Chanel. Podczas gdy inne gwiazdy lśniły w haute couture, modelka została ubrana w dżinsy i bluzę. I choć Chanel tłumaczyło, że to ręcznie wykonany z jedwabnego muślinu komplet typu trompe l’oeil, nawiązujący do momentu odkrycia modelki w metrze, w sieci zawrzało. Wielu komentatorów uznało taki wybór za przejaw rasizmu i mikroagresji, zarzucając marce celowe poniżenie Mandavy.

Wymownym komentarzem do współczesnego świata (a być może również do zmian w organizacji samej gali) była Sarah Paulson w tiulowej kreacji Matieres Fecales, dopełnionej maską z banknotu dolarowego. Był to mocny punkt zwrotny wieczoru, sugerujący, że gdy moda staje się sztuką, czerwony dywan przestaje być tylko pokazem próżności, a staje się przestrzenią manifestów. Choć obecność wielkiego kapitału budzi emocje, odwaga w interpretowaniu historii udowadnia, że w tym świecie istnieje jeszcze przestrzeń na niezależną myśl i kwestionowanie otaczającej rzeczywistości.

Zdjęcia: Getty Images

Dodaj komentarz