
Ostatnie tygodnie mody, podczas których projektanci prezentowali kolekcje na sezon jesień/zima 2026, to kontynuacja przetasowań na stanowiskach dyrektorów kreatywnych oraz sprawdzian umiejętności dla nowych liderów. Od nowojorskiego debiutu Rachel Scott w Proenza Schouler, przez radykalny minimalizm Pietera Muliera (który wkrótce przenosi się do Versace) dla Alaïa, aż po paryski pokaz Magdy Butrym – branża redefiniuje pojęcie luksusu. W tym sezonie projektanci rezygnują z pustego show na rzecz konkretu: zamiast gonić za mikrotrendami, największe domy mody stawiają na ubrania, które mają realnie pracować w szafie nowoczesnej kobiety. Oto subiektywny przegląd kolekcji, o których mówi się najwięcej.
Dior
Po debiutanckiej kolekcji wiosna/lato 2026, która z jednej strony zachwycała konstrukcyjnym kunsztem, a z drugiej kwestionowała granice tożsamości Diora, drugi pokaz ready-to-wear ugruntuwał pozycję Jonathana Andersona w legendarnym domu mody. Precyzyjne konstrukcje żakietów złagodniały, warstwy falban tańczyły w ruchu, błyszczące tkaniny subtelnie migotały w blasku słońca, a uwielbiane przez monsieur Diora kwiaty zostały odmienione przez wszystkie przypadki: pojawiły się w formie nadruków, falistych wykończeń brzegów czy rzeźbiarskich aplikacji na butach. Anderson udowodnił, że potrafi przełożyć DNA marki na własny, autorski język, łącząc historyczne dziedzictwo z indywidualnym charakterem.









Giorgio Armani
Debiutancka kolekcja Silvany Armani to ukłon w stronę ponadczasowej elegancji i dyskretnego luksusu – fundamentów, na których Giorgio Armani zbudował swoje imperium. W sylwetkach odnajdujemy DNA marki: miękkie, pozbawione usztywnień marynarki, lejące spodnie o swobodnym kroju oraz otulające okrycia wykonane z najszlachetniejszych kaszmirów, aksamitów i jedwabi. Nowa dyrektor kreatywna nasyca tę estetykę kobiecą perspektywą, czyniąc to jednak z niezwykłym wyczuciem. Tak subtelna, niemal nieuchwytna ewolucja nie zaskakuje – Silvana, przez lata będąc prawą ręką wuja, współtworzyła historię domu mody niemal od jego początków, co dziś gwarantuje marce stabilną przyszłość bez utraty jej tożsamości.









Proenza Schouler
Rachel Scott, twórczyni marki Diotima, przejęła stery w Proenza Schouler już we wrześniu ubiegłego roku, jednak to kolekcja jesień-zima 2026 stała się jej pełnoprawnym debiutem. Projektantka zaproponowała intrygującą ewolucję wizerunku marki. Dotychczasowa kobieta Proenzy była niczym postać zza szyby – nieskazitelna, zawsze punktualna i dopracowana w każdym calu. W nowej wizji Scott ta sama perfekcjonistka pozwala sobie na odrobinę luzu i drobne spóźnienie. Choć ubrania pozostają kunsztowne, i eleganckie, zyskują kontrolowany nieład, a wieczorowe propozycje zdobią celowo nieostre, fotorealistyczne kwiaty, sprawiając wrażenie ubrań zakładanych w pośpiechu.









7 for all Mankind
Marka dotąd kojarzona głównie z niszowymi, świetnie skrojonymi jeansami, wywołała w Nowym Jorku spore zamieszanie. Wszystko za sprawą kolekcji przywołującej estetykę lat 2009–2010. Spodnie rurki, błysk kryształków, satynowe tuniki w nasyconych barwach i torebki dumnie noszone w zgięciu łokcia to propozycja dla tęskniących za modą sprzed ery Instagrama. Uzupełnieniem tej nostalgicznej wizji są wąskie szaliki, sztuczne futra oraz niebotycznie wysokie czółenka na platformie. To czysta retrospekcja czasów, gdy stylizacje gwiazd podglądało się w papierowych magazynach. Choć powrót tej kontrowersyjnej estetyki budzi emocje, moda po raz kolejny udowadnia, że rządzi się własnymi prawami.









Gucci
Krytycy z zapartym tchem czekali na debiutancką kolekcję ready-to-wear autorstwa Demny Gvasalii. Gruziński projektant postanowił zmierzyć się z dziedzictwem Gucci z czasów Toma Forda, ale efekt końcowy budził raczej silne poczucie déjà vu. Choć kolekcja miała mocniejsze punkty, w dużej mierze opierała się na recyklingu archiwalnych projektów i próbie wskrzeszenia estetyki heroin chic. Niepokój budził nawet krok modelek – nie wiadomo, czy ich chwiejny chód był zamierzonym performansem, czy jedynie efektem fatalnie sprofilowanego obuwia. Finał z udziałem zjawiskowej Kate Moss w ikonicznej sukni z odsłoniętymi stringami był jedynie „wisienką na torcie”, która ostatecznie potwierdziła wtórność całego pokazu.









Prada
Miuccia Prada i Raf Simons postawili w tym sezonie na nieszablonową choreografię, która stała się kluczem do zrozumienia kolekcji. Zamiast tradycyjnego korowodu sylwetek, na wybiegu zobaczyliśmy zaledwie piętnaście modelek. Z każdym kolejnym wyjściem zdejmowały one z siebie jedną warstwę, prezentując aż cztery warianty tej samej stylizacji. Ten performatywny zabieg był wirtuozerskim pokazem sztuki budowania warstw i tworzenia funkcjonalnych, choć pozornie trudnych do noszenia ubrań. Duet ponownie zaskoczył nieoczekiwanymi połączeniami technicznych, sportowych tkanin z delikatnymi jedwabiami i kotnrastowymi fakturami.









Fendi
Po rocznym urlopie od branży Maria Grazia Chiuri powraca do korzeni, przejmując stery we włoskim domu mody Fendi. Projektantka, która ostatnią dekadę spędziła u Diora, a wcześniej przez lata współtworzyła potęgę Valentino, zadebiutowała kolekcją bezpieczną i wysoce przewidywalną. Choć na wybiegu nie zabrakło udanych sylwetek, całość sprawiała wrażenie kompilacji sprawdzonych pomysłów, które Chiuri wielokrotnie eksploatowała u poprzedniego pracodawcy. Kolekcja jest wyraźnie ukierunkowana na sukces sprzedażowy: obok klasycznej czerni, bieli i misternych koronek, pojawiły się elementy mające przyciągnąć młodsze pokolenie – futrzane kamizelki oraz szerokie spodnie typu bojówki.









Alaia
Najnowszy pokaz Alaïa w wykonaniu Pietera Muliera zakończył się długimi owacjami na stojąco. Projektant świadomie zrezygnował z widowiskowego show i skomplikowanych, architektonicznych form na rzecz radykalnej prostoty. Brak biżuterii, torebek czy zbędnych akcesoriów pozwolił wybrzmieć samym konstrukcjom – dokładnie tak, jak u progu kariery robił to sam Azzedine Alaïa. Mulier powrócił do korzeni marki, celebrując suknię jako „drugą skórę”. Oszczędne w formie płaszcze oraz rzeźbiarskie, choć minimalistyczne kaskady falban, stały się manifestem krawieckiego perfekcjonizmu w najczystszej postaci.









Chloe
„Dziewczyna z prerii spotyka hippiskę” – to pierwsze skojarzenia, które budzą sylwetki z najnowszej kolekcji Chloé. Chemena Kamali szuka inspiracji głębiej niż tylko w nostalgii lat 70., sięgając aż do tradycyjnego holenderskiego stroju ludowego. Projektantka przekłada estetykę koronkowych czepków i kwiecistych lejbików na język współczesnej mody tworzonej przez kobietę dla kobiet. Falbaniaste spódnice, kraciaste suknie i niemal wiktoriańskie koszule o bufiastych rękawach w pastelowych odcieniach zyskują nowoczesny sznyt dzięki pelerynom, obszernym marynarkom i kozakom za kolano wykończonym kożuszkiem. To autentyczny powrót do hippisowskich ideałów wolności, radości i bliskości z naturą.









Balmain
Antonin Tron otwiera nowy rozdział w historii Balmain, przejmując stery po wieloletniej, charyzmatycznej erze Oliviera Rousteinga. Twórca marki Atlein wprowadza dom mody w estetykę „minimalistycznego przepychu”, serwując dojrzałą interpretację trendów z okolic 2010 roku. Choć w kolekcji wciąż obecne są kody marki – poszerzona linia ramion, głębokie dekolty i rockowe skóry, Tron wprowadza autorski podpis: mistrzowskie, zmysłowe drapowania i asymetrie. W przeciwieństwie do ciężkich, bogato zdobionych projektów swojego poprzednika, nowy dyrektor kreatywny postawił na lekkie dżerseje i satyny, które w jego rękach układają się w niemal antyczne fałdy.









Marni
Debiut Meryll Rogge w roli dyrektorki kreatywnej Marni spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem krytyków. Belgijska projektantka obrała kurs na powrót do korzeni, wprowadzając markę z powrotem w sferę autentycznej codzienności, bez rezygnacji z jej charakterystycznego, artystycznego sznytu. W kolekcji motywy retro spotykają się z technicznymi tkaninami, sportowymi okryciami wierzchnimi, wzorzystymi dzianinami, tworząc eklektyczną, ale spójną całość. Pozornie dziewczęce fasony zostały przełamane wyrazistymi akcesoriami, co stanowi bezpośredni ukłon w stronę idei anty-glamour, którą przed laty zapoczątkowała założycielka marki, Consuelo Castiglioni.









Magda Butrym
Magda Butrym powraca do Paryża z kolekcją „Zima”, udowadniając, że polskie kody kulturowe mają światowy potencjał. Tym razem projektantka zabiera nas w podróż do roku 1969, reinterpretując styl ikony polskiego kina, Małgorzaty Braunek, z filmu „Polowanie na muchy” Andrzeja Wajdy. Projektantka po mistrzowsku splotła estetykę bohaterki granej przez Małgorzatę Braunek ze swoimi flagowymi projektami: przerysowanymi garniturami, rzeźbiarskimi sukniami i kunsztownym, ręcznie robionym koronkarstwem. Pokaz otworzyła polska supermodelka Małgorzata Bela, która jako twarz kolekcji idealnie ucieleśniła wizję nowoczesnej, silnej kobiecości.









Zdjęcia: vogue.com