
19 stycznia w wieku 93 lat zmarł Valentino Garavani, włoski projektant mody. Jeden z ostatnich mistrzów Haute Couture odszedł w swojej rezydencji w Rzymie, otoczony najbliższymi.
Legendarny włoski projektant, zwany również cesarzem mody, był jednym z ostatnich żyjących couturierów, którzy kształtowali modę XX wieku. Ubierał pierwsze damy, arystokratki i gwiazdy filmowe – do zaszczytnego grona jego stałych klientek należały między innymi Audrey Hepburn, Jacqueline Kennedy, Elizabeth Taylor czy księżna Diana.
Valentino Garavani założył dom mody pod własnym nazwiskiem w 1959 roku. Skala jego sukcesu w dzisiejszym świecie jest niemal niemożliwa do powtórzenia. W czym tkwił sekret Valentino? Jak sam przyznawał w wywiadach, doskonale wiedział, czego pragną kobiety: „chcą być piękne”. I to właśnie stało się głównym motto projektanta, który stworzył solidny kawał modowej historii. Zamiast kreować trendy, skupiał się na tym, by kobiety noszące jego ubrania zawsze wyglądały zniewalająco pięknie.
Valentino już jako nastolatek wiedział, czym chce się zajmować – w tym celu wyjechał do Paryża, by zdobyć wykształcenie i doświadczenie. Pierwsze kroki jako asystent krawca stawiał w atelier Guy Laroche. Po powrocie z Francji i założeniu własnej marki, poznał studenta architektury, Giancarlo Giamettiego. Mężczyzn połączyły nie tylko interesy, ale i uczucie, które przetrwało ponad sześć dekad.
Garavani nie tylko zdobył serca najbogatszych kobiet świata; przetarł również szlaki innym włoskim projektantom, wchodząc do hermetycznego grona francuskiego Haute Couture. Równie istotny co tworzone przez niego kreacje, był jego styl życia – mocna opalenizna, starannie uczesane włosy i zawsze nienagannie skrojone garnitury, luksusowe jachty, liczne przyjęcia w okazałej rezydencji oraz otaczająca go gromada mopsów – stał się on symbolem glamour, do którego aspirowały pokolenia Włochów.
W 2008 roku cesarz mody odszedł na emeryturę, przekazując dowodzenie Alessandrze Facchinetti. Wkrótce potem dyrektorami kreatywnymi zostali Pierpaolo Piccioli i Maria Grazia Chiuri, którzy do tej pory zajmowali się projektowaniem akcesoriów. Był to strzał w dziesiątkę – marka nie straciła swojego blasku glamour, za to modne buty i torebki sprawiły, że wyniki finansowe były więcej niż zadowalające.
Sam Valentino na emeryturze oddawał się przyjemnościom życia: spędzaniu czasu z bliskimi, urządzaniu przyjęć, podziwianiu sztuki oraz doglądaniu swoich posiadłości. Nadal zdarzało mu się od czasu do czasu zaprojektować suknię dla jednej ze swoich wiernych klientek, co tylko pokazuje, jak bardzo kochał to, co robił. Garavani nigdy nie był jednym z tych bladych, wiecznie przepracowanych artystów, którzy lawirują między tworzeniem dla sztuki a wysokich słupków sprzedaży; jego misją było dawanie piękna i z tego czerpał prawdziwą radość.