
Chanel wychodzi do ludzi – najnowsza kolekcja legendarnego francuskiego domu mody, druga zaprojektowana przez Matthieu Blazy’ego, została zaprezentowana na peronie nowojorskiej stacji metra. Oczekiwania wobec nowego dyrektora kreatywnego były naprawdę wysokie, jednak wygląda na to, że Blazy spełnił je z nawiązką.
Nowa kobieta Chanel idzie z duchem czasu. Ponadczasowe klasyki traktuje z szacunkiem, ale bez przesadnego nadęcia. Tweedowe kostiumy i małe czarne nosi z nonszalancką pewnością siebie, ale równie seksownie czuje się w kraciastej koszuli i dżinsach. Flagowy uniform zyskuje nowe oblicze, ustępując odrobinę miejsca casualowi.
Blazy użył swojej magii podobnie jak robił to wcześniej u Bottegi Venety. Dżinsy tak naprawdę nie były dżinsami, lecz specjalnie potraktowanym jedwabiem, który doskonale imitował denim; w roli flaneli na koszulach świetnie sprawdziła się przędza bouclé. Na pierwszy rzut oka nie do odróżnienia. Ponadto w swoją kolekcję zgrabnie wplótł nawiązania do złotej ery Hollywood, nie tylko za pomocą sukienek w stylu flapper, ale też inspiracji kostiumami z filmu „Tonight or Never”, które zaprojektowała sama Gabrielle Chanel.
Dla wielbicieli estetyki Karla Lagerfelda sporym zaskoczeniem była z pewnością obecność motywów zwierzęcych – od klasycznej panterki w różnych rozmiarach i wariantach kolorystycznych, po graficzną zebrę. Nieoczekiwanie Blazy wprowadził również sporo kontrastowych kolorów i psychodelicznych deseni, które dotąd nie kojarzyły się z powściągliwą klasyką spod znaku Chanel. Choć niektóre elementy mogą wydawać się niepasujące, pobrzmiewają w nich echa lat 80., kiedy to Lagerdeld przejmował stery Chanel i rozpoczynał żmudne zadanie odrodzenia marki i przywrócenia jej dawnej świetności.
Niezwykła energia tej kolekcji pochodzi nie tylko z odważnych wzorów czy wprowadzenia współczesnych fasonów. To także umiejętnie wykorzystany potencjał ręcznej pracy rzemieślników, którzy przez lata pracy dla legendarnego domu mody zjedli zęby na haftach, koralikach, piórach, cekinach i oczywiście kultowych tweedach. Wyszywana spódnica w stylu art deco, inspirowana nowojorskimi wieżowcami? Frędzle wykonane ręcznie z piór? Broszka w kształcie dalmatyńczyka wysadzana kryształkami? Kwiatowy wzór, który nie jest nadrukiem, lecz wyszywanym z koralików wzorem? Dla nich nie ma rzeczy niemożliwych. Rezultaty ich misternej pracy doskonale harmonizują z nową garderobą Chanel – stanowią jej komplementarną i nieodzowną część, nadając poszczególnym sylwetkom klasy i elegancji.
Mathieu Blazy nie bez powodu na lokalizację swojego drugiego pokazu dla Chanel wybrał nowojorskie metro: „myślę że to jedyne miasto na świecie, w którym korzysta z niego każda warstwa społeczna; myślę też, że nie ma tam żadnej hierarchii” – powiedział projektant. Tym samym udowodnił, że moda jest dla ludzi i wśród ludzi powinno być jej miejsce.
































