Valentino wiosna/lato 2025 – debiut Alessandro Michele

Modelki za kulisami pokazu Valentino wiosna/lato 2025; fot. Getty Images

To jeden z najgłośniejszych i najbardziej kontrowersyjnych debiutów ostatnich lat. Alessandro Michele, były dyrektor kreatywny Gucci, zaprezentował w Paryżu swoją pierwszą wybiegową kolekcję dla domu mody Valentino. Zachwyt czy rozczarowanie? Chyba nigdy dotąd głosy nie były tak podzielone.

O tym wydarzeniu mówi się od miesięcy. Po odejściu Pierpaolo Piccioli’ego ze stanowiska dyrektora kreatywnego Valentino długo spekulowano, kto zastąpi go we włoskim domu mody. Gdy ogłoszono, że będzie to Alessandro Michele, rozpoczęły się niekończące się dyskusje, spekulacje i plotki. Estetyka, jaką kreował Michele w Gucci, pełna eklektyzmu, przepychu, przytłaczająca akcesoriami, wydawała się pasować do eleganckiego Valentino niczym kwiatek do kożucha. Czy w modzie jednak nie chodzi o to, by przełamywać utarte schematy?

Pierwsza kolekcja, którą Michele zaprojektował dla Valentino, ukazała się już pół roku temu. W lookbooku składającym się z niemal 200 sylwetek znalazły się projekty śmiało czerpiące z archiwów domu mody założonego przez Valentino Garavaniego. Wyróżniały się zwłaszcza nawiązania do lat 60. i 70., dekad najbardziej przepełnionych bogato zdobionymi tkaninami i odważnymi połączeniami kolorów. Z jednej strony był to więc ukłon w kierunku starego Valentino; z drugiej styl, jaki doskonale znaliśmy już z poprzednich sezonów Gucci.

Nic więc dziwnego, że nowa kolekcja pokazana na wybiegu podczas paryskiego tygodnia mody sprawiła, że wiele osób wstrzymało oddech. Czy Alessandro Michele zaskoczy czymś nowym, czy znów sięgnie po sprawdzoną formułę? Czy jego eklektyczny styl wpisze się w charakter włoskiego domu mody? Czy tak diametralna zmiana wizerunku jest w Valentino potrzebna?

Zamiłowanie Alessandra do metafor widoczne było jeszcze za nim na wybiegu pojawiły się modelki. Wybieg zastawiono przedmiotami ukrytymi pod prześcieradłami, symbolizującymi warstwy kurzu pokrywające archiwa, w których miał buszować Michele w poszukiwaniu inspiracji. Czujne oko projektanta znalazło w tych archiwach falbany, groszki, futrzane boa, kokardy oraz obficie zdobione i wyszywane tkaniny, czyli wszystko to, co tak bardzo uwielbia w modzie minionych dekad

Zwolennicy tej kolekcji twierdzą, że wszystko, co zobaczyliśmy na wybiegu to właśnie prawdziwe Valentino, a kto jest przeciwnego zdania, po prostu nie zna historii mody. I te osoby mają rację – etniczne wzory, bogato wyszywane cekinami i koralikami peleryny, suto marszczone falbany, wykończenia z futra i piór, wreszcie koronkowe rajstopy, duże kapelusze i kokardy – to DNA Valentino. Z drugiej jednak strony mają również rację ci, którzy wskazują na nieprzystosowanie kolekcji do współczesnych realiów. W rzeczy samej, takie nagromadzenie detali, akcesoriów i stylów daje efekt niekontrolowanego chaosu, a same ubrania, nawet jeśli z gruntu eleganckie, wyrafinowane i uszyte z największą starannością oraz zgodnie ze sztuką krawiecką, giną pod ciężarem historycznych odniesień.

Alessandro Michele zdaje się zjadać swój własny ogon. Estetyka wykreowana u Gucci, zwana eclectic grandma, która przyniosła mu sławę i zaszczytne miejsce w panteonie projektantów, obecnie stała się jego przekleństwem. Ekscentryczny i maksymalistyczny wizerunek zbudowany na elementach vintage, łączeniu różnych nurtów i dekad, przepychu i nonszalancji jest na swój sposób uroczy i z całą pewnością unikalny, ponieważ nikt nie robił tego wcześniej z taką śmiałością i z taką dozą wyobraźni. Jednak w nowym miejscu pracy ten styl stał się nużący i rozczarowująco przewidywalny.

Patrząc na tę kolekcję i porównując ją z poprzednimi, które stworzył dla Gucci, trudno dostrzec różnicę, dla którego domu mody właśnie projektuje. Jednak w obu przypadkach już na pierwszy rzut oka wiadomo, że to Alessandro Michele. Być może najlepszym rozwiązaniem byłaby własna marka i tworzenie pod swoim nazwiskiem?

Zdjęcia: vogue.com; Getty Images

2 Comments

Dodaj komentarz