Gucci Cruise 2025

fot. Gio Staiano

Po ośmiu latach marka Gucci wraca do Londynu z kolekcją Cruise 2025 pod wodzą Sabato De Sarno. Nowy dyrektor kreatywny włoskiego domu mody najnowszą kolekcję zaprezentował w muzeum Tate Modern, w otoczeniu bujnej roślinności.

Kolekcja Gucci Cruise 2025 pełna była kontrastów, podobnie jak otoczenie, w którym została prezentowana. Surowe, betonowe wnętrza londyńskiego Tate Modern ożywiono paprociami, trawami, wiszącymi roślinami i mchami, zamieniając industrialną przestrzeń w prawdziwą dżunglę. Modelki przechadzały się natomiast w delikatnych szyfonach zestawionych z ciężkimi skórami, koronkach z dżinsem, transparentnych sukienkach z masywnymi loafersami, plisowanych spódnicach ze sportowymi kurtkami. W ten sposób Sabato De Sarno pragnął odzwierciedlić pełną kontrastów atmosferę Londynu.

Zachwycająca była paleta barw pełna pastelowych odcieni mięty, żółci, lawendy i zieleni, przełamanych mocnym burgundem, śnieżną bielą i klasyczną czernią; oczywiste było nawiązanie do lat 70., dekady największej świetności domu mody Gucci. Nie zadowala natomiast dość skromny wachlarz akcesoriów: zbyt oszczędne dla dotychczasowych fanek marki, zbyt ostentacyjne dla minimalistek.

Kolekcja była dosłownie naszpikowana trendami: burgund, baleriny z paseczkami, zamsz, naked dressing, szerokie dżinsy, dziergane i koronkowe komplety… Sprzedażowy strzał w dziesiątkę? W przypadku Gucci – nie do końca. Wszystkie te elementy widujemy w Zarze od co najmniej pół roku, odmienione przez wszystkie przypadki. Od domu mody oczekuje się nieco więcej niż od marki fast fashion, której zadaniem jest podawanie klientom trendów w łatwej i przyjemnej odsłonie. Klienci przyzwyczajeni do ekscentrycznego, eklektycznego stylu Alessandra Michellego będą z pewnością znudzeni tak przewidywalną kolekcją. Z Gucci stało się dokładnie to samo, co z Saint Laurent, gdy stery przejmował Hedi Slimane – takie same ramoneski, obcisłe mini sukienki i spodnie rurki można było dostać w dowolnej sieciówce.

Potężne spadki sprzedaży zanotowane przez markę w pierwszym kwartale tego roku, rzutują także na rentowność całej grupy Kering, do której należą między innymi Saint Laurent, Balenciaga czy Bottega Veneta. Czy Sabato De Sarno zdoła udźwignąć powierzone mu zadanie i zadowolić zarówno klientelę luksusowego domu mody jak i prezesów spółki? Czy może wkrótce zostanie zastąpiony kolejnym nazwiskiem, jak to się coraz częściej dzieje w branży? Czas pokaże.

zdjęcia: vogue.com

Dodaj komentarz