Projektanci z Aliexpress. Komu można zaufać?

z25982604Q,Afera-Wishbone

Po wybuchu afery z koszulkami Veclaim, spostrzegawczy internauci i konsumenci rozpoczęli gorączkowo tropić wszelkie przejawy nieuczciwości i innych marek. Błyskawicznie na wierzch wyszło pochodzenie biżuterii marki Wishbone, wielokrotnie promowanej w czołowych polskich magazynach modowych. Autorka bloga soie.pl znalazła identyczne modele bransoletek na… Aliexpress.

W przypadku chińskiego portalu sprzedażowego sprawa nie jest wcale tak prosta, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Wielokrotnie zdarzało się, iż to niszowi projektanci byli okradani ze zdjęć, a kopie ich produktów jak grzyby po deszczu pojawiały się u azjatyckich sprzedawców. Należy tutaj podkreślić, że Aliexpress to nie sklep, lecz platforma, na której swoje produkty oferują różni sprzedawcy, tak jak Allegro. Dlatego nawet jeśli uczciwy projektant zgłosi kradzież swoich zdjęć i dzięki temu aukcja zostanie zdjęta, błyskawicznie pojawiają się na jej miejsce kolejne kopie.

Na Aliexpress może sprzedawać każdy, tak samo jak każdy może tam kupować, a następnie brandować produkty i sprzedawać pod własną marką. Taki proceder nie jest wcale rzadki wśród rodzimych marek i wszelkiej maści instagramowych ‚butików’. Jednak marka deklarująca polską produkcję lub, jak w przypadku Wishbone, współpracę wyłącznie z polskimi pracowniami jubilerskimi, a następnie przyłapana na korzystaniu z gotowych importowanych produktów, które na dodatek można nabyć za ułamek ceny na chińskiej platformie, niestety strzela sobie w stopę.

Marka Wishbone wydała oświadczenie, w którym obiecuje wnikliwiej weryfikować źródła dostawców oraz pokazać proces produkcji w polskich zakładach rzemieślniczych. Jednak pytanie wysłane przez autorkę bloga soie.pl o pochodzenie produktu spotkało się z dość wymijającą odpowiedzią i podziękowaniami za ‚czujność’. Nic więc dziwnego, że kolejne klientki poczuły się rozgoryczone i oszukane. Marka Wishbone była promowana przez czołowe polskie portale modowe, co nadawało jej wiarygodności i zaufania.

Mniej więcej w tym samym czasie pojawiła się kolejna afera metkowa, tym razem oberwało się marce Local Heroes. Na profilu instagramowym Karoliny Domaradzkiej pojawił się filmik pokazujący wycięte metki pod oficjalnymi metkami marki. Stylistka zarzuciła LH oszustwo podobne do tego, którego dopuściła się firma Veclaim. W tym przypadku jednak nie mamy do czynienia z marką pozującą na etyczną i lokalną, a wytłumaczenie wyciętych metek wydaje się być logiczne i spójne.

Obecny kryzys gospodarczy weryfikuje uczciwość i transparentność wielu firm. Konsumenci stają się coraz bardziej świadomi i coraz częściej żądają informacji na temat pochodzenia oraz warunków powstawania produktów, na które wydają swoje pieniądze. W świetle całej metkowej afery warto zwracać uwagę na takie szczegóły i wywoływać do odpowiedzi marki, które nie do końca są z nami szczere. I korzystać z tych, których głównym filarem od początku swojego istnienia jest transparentny model sprzedaży.

100562761_543447046321073_7665271636894941184_n

101061958_2948550161895906_853612277494972416_n (1)

1 Comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s